Jeśli zabrnąłeś aż tutaj, to oznacza, że coś tam o mnie chcesz wiedzieć. Teraz właśnie przychodzi ten moment, w którym powinnam coś nasmarować, ale...
No właśnie, waham się. I to wcale nie dlatego, że nie wiem, co o sobie powiedzieć. Chodzi o to, że jestem tak skomplikowaną osobą, że nie mam pojęcia, czy zdołasz to wszystko przeczytać i nie zwariować w połowie. Ale spróbujmy...
Może zacznijmy od tego, że skończyłam szkołę grubo przed czasem, choć nie miałam wcale fenomenalnych stopni, a uczyłam się tyle, by nie dostawać przysłowiowego ochrzanu po każdym zebraniu. Od zawsze miałam zbyt wiele zainteresowań, by poświęcać czas na naukę. Szkoła? Studia? Przyszłość? Kto by się tam przejmował... Od najwcześniejszych lat chodzi za mną również metka osoby zbyt dojrzałej jak na swój wiek, podobno inteligentnej, mocno odklejonej od rzeczywistości, dziwnej i solidniej zakorzenionej w swoim własnym wyimaginowanym świecie, niż rzeczywistości.
W książkach siedzę nie od dziś. Zaczęło się od pisania własnych historyjek jeszcze w podstawówce, gdy to moja kochana babcia prawie dosłownie kijem goniła mnie do ćwiczenia wypracowań w wolnym czasie, a skończyło na wydaniu powieści i następnej w drodze. Tworzę rzeczy skomplikowane, barwne, może nawet nieco przerażające, ale zwykle okraszone sporą dawką humoru. Korektami zainteresowałam się już parę lat temu - z początku pomagałam znajomym, po pewnym czasie jednak zorientowałam się, że sprawia mi to jakąś dziwną przyjemność. Podszlifowałam umiejętności, popracowałam "na sucho" - i oto jestem. Nieskromnie pochwalę się tym, że już kilku zawodowych korektorów z mojego otoczenia pytało mnie o rady. Mam podobno coś, co nazywa się "wrodzoną intuicją". Nie ma tekstu, któremu bym nie podołała.
Czym się interesuję? Po pierwsze - i w sumie najważniejsze, bo z tym właśnie wiążę przyszłość, o której wbrew pozorom myślę o wiele więcej, niż cała reszta motłochu - uwielbiam pociągi. Tak, wiem, hobby dość niecodzienne, ale nic nie poradzę na to, że wpadłam jeszcze we wczesnym dzieciństwie do tego stopnia, że wylądowałam w końcu na kursach na licencję maszynisty. Zdaję sobie sprawę z tego, co większość mojego otoczenia o tym sądzi, ale szczerze mówiąc... mam to gdzieś. Nie zamierzam iść na inteligentne studia i do końca życia wzdychać za niespełnionym marzeniem.
Co jeszcze? Ach, nie martw się, jeszcze nawet do połowy nie doszłam... ale resztę jakoś streszczę.
Kocham koty - na punkcie moich dwóch mruczących kulek mam dosłownie obsesję. Ludzi krzywdzących te zwierzęta zwykłam bez żadnych skrupułów glanować bez ostrzeżenia. Od kilku lat ćwiczę też szermierkę klasyczną, gdzie wreszcie spotkałam ludzi rozumiejących moje żarty. Amatorsko strzelam też z łuku i próbuję skompletować drużynę strzelecką ASG. Uwielbiam całą otoczkę wokół katastrofy w elektrowni w Czarnobylu - maski przeciwgazowe, odrapane automaty kałasznikowa, dziwne książki i gry są u mnie normą. Od kilku lat marzę, by wybrać się na wycieczkę w tamte rejony. Razem z tatą i wujkiem lubię jeździć na rajdy terenowe - "w błoto", jak zwykliśmy to nazywać. Zadaję kłam teorii, jakoby kobiety nie znały się na mapach, i pełnię w naszej grupie rolę nawigatora. I mechanika, gdy cała reszta traci cierpliwość do zardzewiałych podwozi i rzuca wszystko w cholerę. Słucham muzyki, którą zwykli ludzie z mojego pokolenia nazywają "dziwną" - całe swoje serce już dawno oddałam Black Sabbath i staremu dobremu hard rockowi. Pisać nawykłam do mrocznego doom metalu, najlepiej zespołu Satori Junk (tak, wiem, nie kojarzycie...). Kolekcjonuję książki i bagnety, cały mój pokój owijają łańcuchy światełek choinkowych. Śpię ponad dwanaście godzin na dobę i jem trzy razy tyle, ile ważę. Owszem, mam ledwo metr sześćdziesiąt wzrostu i czterdzieści kilo żywej wagi, ale to nie przeszkadza mi w opchnięciu trzech kilogramów ziemniaków na obiad (chociaż wolę sushi). Zazwyczaj jestem flegmatyczna i nieco wycofana, ale potrafię odpalić tak zwanego Hulka gdy zajdzie taka potrzeba - samymi krzykami zaganiam do kąta najwytrwalszych Januszy. Nie rozumiem ludzi piszących książki na telefonach komórkowych i oczekujących, że zostaną wielkimi pisarzami, sama nadal nie mogę przekonać się do nowego laptopa i wytrwale całymi dniami zalegam przed komputerem stacjonarnym. Uwielbiam ciszę i święty spokój, głośne dźwięki (zwłaszcza włączonego telewizora) doprowadzają mnie do szału. Do tego jestem osobą przesadnie wygodną - toleruję bałagan, ale na widok brudu zwykłam odmawiać jedzenia, picia i mycia zębów, tak więc można łatwo wyobrazić sobie, dlaczego nie jeżdżę na wakacje. Zwyczajnie szkoda mi kasy na pięciogwiazdkowe hotele, skoro i tak cały wyjazd pewnie bym przespała.
Jestem kimś, kto cierpi przez ludzi. Zdaję sobie sprawę, jak dziwnie to brzmi, ale... taka prawda. Jestem drobna i bardzo dziewczęca, choć w bardziej rockowym stylu, ale większość przedstawicieli płci męskiej przez moje typowo męskie poczucie humoru traktuje mnie nie jak kobietę, a jak fajną kumpelę. Kiedyś mi się to nawet podobało, ale... nie na dłuższą metę. Mój wymarzony typ faceta przy okazji jest długowłosym, twardym metalowcem i dżentelmenem w jednym, więc podejrzewam, że zostanę starą panną z siedemdziesięcioma dwoma kotami.
I to na razie tyle, bo palce mnie już od tego pisania bolą. Chcesz wiedzieć więcej? A może po prostu pogadać? Jestem otwarta na wszystko. Nawet, gdy wypisujecie głupoty na mojego "pracowego" maila.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz